Moje marzenia o misjach

Marzenia o misjach sięgają czasów seminaryjnych. W głowie pozostały dwa zdania opiekuna naszego rocznika ks. Tadeusza Czakańskiego: "każdy ksiądz powinien pojechać na placówkę misyjną", "najlepiej po pierwszej parafii, bo później jest ciężko".

Patronką naszego rocznika jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus. W październiku 1997 roku oddaliśmy się pod Jej opiekę. W udostępnionej korespondencji wysłanej z Kazachstanu przeczytałem, że relikwie św. Teresy pielgrzymowały na Wschodzie niedługo po naszym zawierzeniu. Pomyślałem sobie: "My tu - w katowickim Karmelu zawierzamy się opiece św. Teresy od Dzieciątka Jezus, a Ona tam pielgrzymuje i rozważa, który tam pójdzie."

Był półmetek Roku Eucharystii, a ja nie miałem żadnego postanowienia dla siebie. Trafiłem do Szpitala Wojewódzkiego w Tychach na laryngologię. Leżałem prawie tydzień. Sporo czasu spędziłem w kaplicy szpitalnej. Posilałem się Bożym Słowem, modliłem się, przeczytałem książkę ks. Mieczysława Malińskiego pt. "Jan Paweł Wielki". Jeden rozdział opatrzony był tytułem "Mąż Eucharystii". Zatrzymałem się na tym określeniu, ponieważ te dwa słowa oddały to, co nosiłem w sobie. Bardzo kocham Eucharystię i od tamtej chwili określam ją imieniem Moja Ukochana. Wróciłem do domu. Byłem ciekaw, co nowego w świecie. Przeglądałem stronę Katolickiej Agencji Informacyjnej i wtedy natrafiłem na odezwę Administratora Apostolskiego w Kazachstanie. Prosił o kapłanów do sprawowania Eucharystii. Pomyślałem sobie: "Boże, to moja Ukochana jest tam opuszczona, a ja tu siedzę. Nie może być. Pojadę do Niej."

Dnia 12 listopada 2005 roku otrzymałem skierowanie od ks. abpa Damiana Zimonia do pracy w Kazachstanie.

Wylot 7 września 2006.